Poniedziałek 11.07.2011
Większość dzisiejszego dnia spędziliśmy w camperze. Oprócz przerwy na kawę i murzynka przy pięknie wydzielonym miejscu do odpoczynku przy stacji benzynowej na trasie. Spieszyliśmy się na ostatni prom ze Strömstad do Sandefjord – i udało się nam. Podczas oczekiwania na statek udało się nam zjeść coś na ciepło – rolada, kasza, sałatka (ach te rarytasy). Podróż promem trwałą o wiele krócej niż z Niemiec do Szwecji. Podczas rejsu udało nam się wykąpać (w końcu!) w łazience dla trucker’ów. Tak swieży i weseli mogliśmy przywitać upragnioną Norwegię. Do czasu wyjechania z promu kiedy to nie byliśmy w jednoznaczny sposób powiedzieć celnikowi co mamy na pokładzie campera… Skierowano nas na odrębny pas i wszystkie skrzętnie zapakowane szafki i schowki zostały przeszukane. Prócz tego ogólny wywiad czym zajmujemy się w Polsce, ile kosztowało wypożyczenie campera, który raz jesteśmy w Norwegii. Ogólnie celnik nie był jakimś natrętem i wszystko poszło w miarę szybko. „Have a nice journey” – rzekł i pożegnaliśmy się. I kolejny raz nadszedł czas na poszukiwanie noclegu. Zdecydowaliśmy na zaparkowanie gdzieś przy morzu w okolicach Larviku – padło na Stavern. Ulokowaliśmy się na ogólnodostępnym parkingu…
niedziela, 17 lipca 2011
ODCINEK 2 – Polaki buraki
Niedziela 10.07.2011
O 7:40 zadzwonił budzik Izy, nie zrobił on jednak na nikim wrażenia. Zaplanowane 3 godziny 55 minut – to za mało aby odespać niemalże 24 poprzednie godziny. Wstaliśmy nieco później, z wizją śniadania w McDonald’sie, przy którym zatrzymaliśmy się na nocleg. McWrap z jajecznicą jeszcze dał radę, natomiast placuszki (ziemniaczane na śniadanie – ble...) niezbyt. Po jedenastej śmigaliśmy już autostradą na Kołbaskowo, w kierunku Sassnitz. Na miejscu byliśmy przed czasem - około 15:45, od razu Iza i Łukasz załatwili sprawy papierkowe i w zasadzie z marszu mogliśmy ustawić się w kolejce na prom. Czas oczekiwania na nasz statek upłynął nam na pałaszowaniu na zimno kotleta z bułką i przygotowaniach do 4 godzinnej morskiej podrózy. Po zaparkowaniu campera na promie, udaliśmy się pospiesznie na najwyższy pokład w celu objęcia strategicznych pozycji (widokowych). Ruszamy. Słońce przyjemnie świeciło, więc rozłożyliśmy się na krzesełkach w celu poprawienia opalenizny. Po pewnym czasie pod pokład przegonił nas chłodny wiatr. Pod pokładem powłóczyliśmy się trochę, zwiedzając bezcłowe sklepy i gapiąc się na trwoniących pieniądze w automatach do gry. Polaki buraki pojawili się po pewnym czasie. Jeden z nich ostentacyjnie poszukiwał swojej poduszki, którą zostawił gdzieś na loży, na której wcześniej siedział. W końcu znalazł i wyrwał ją spod pleców jakiemuś małemu chłopcu. Oczywiście starannie komentując sytuację. Pozostawiliśmy to bez komentarza i staraliśmy się jak najciszej mówić po polsku. Jeszcze kilkadziesiąt minut na krzesłach w holu i już prawie, prawie byliśmy w Szwecji. Oczywiście nie mogliśmy sobie darować manewru wpłynięcia do portu, na który wyszliśmy na górny pokład. Przez Trelleborg przemknęliśmy w szybkim tempie szukając miejsca na nocleg. Znaleźliśmy go dopiero dobry kawałek za Malmö – zdaje się, że była to Lomma (a raczej jej okolice). Acha zapomniałem dodać - okolice godziny 22:30 to mniej więcej tak jak u nas 21:30 - jest jeszcze dość jasno, a co dopiero jeszcze bardziej na północ.
O 7:40 zadzwonił budzik Izy, nie zrobił on jednak na nikim wrażenia. Zaplanowane 3 godziny 55 minut – to za mało aby odespać niemalże 24 poprzednie godziny. Wstaliśmy nieco później, z wizją śniadania w McDonald’sie, przy którym zatrzymaliśmy się na nocleg. McWrap z jajecznicą jeszcze dał radę, natomiast placuszki (ziemniaczane na śniadanie – ble...) niezbyt. Po jedenastej śmigaliśmy już autostradą na Kołbaskowo, w kierunku Sassnitz. Na miejscu byliśmy przed czasem - około 15:45, od razu Iza i Łukasz załatwili sprawy papierkowe i w zasadzie z marszu mogliśmy ustawić się w kolejce na prom. Czas oczekiwania na nasz statek upłynął nam na pałaszowaniu na zimno kotleta z bułką i przygotowaniach do 4 godzinnej morskiej podrózy. Po zaparkowaniu campera na promie, udaliśmy się pospiesznie na najwyższy pokład w celu objęcia strategicznych pozycji (widokowych). Ruszamy. Słońce przyjemnie świeciło, więc rozłożyliśmy się na krzesełkach w celu poprawienia opalenizny. Po pewnym czasie pod pokład przegonił nas chłodny wiatr. Pod pokładem powłóczyliśmy się trochę, zwiedzając bezcłowe sklepy i gapiąc się na trwoniących pieniądze w automatach do gry. Polaki buraki pojawili się po pewnym czasie. Jeden z nich ostentacyjnie poszukiwał swojej poduszki, którą zostawił gdzieś na loży, na której wcześniej siedział. W końcu znalazł i wyrwał ją spod pleców jakiemuś małemu chłopcu. Oczywiście starannie komentując sytuację. Pozostawiliśmy to bez komentarza i staraliśmy się jak najciszej mówić po polsku. Jeszcze kilkadziesiąt minut na krzesłach w holu i już prawie, prawie byliśmy w Szwecji. Oczywiście nie mogliśmy sobie darować manewru wpłynięcia do portu, na który wyszliśmy na górny pokład. Przez Trelleborg przemknęliśmy w szybkim tempie szukając miejsca na nocleg. Znaleźliśmy go dopiero dobry kawałek za Malmö – zdaje się, że była to Lomma (a raczej jej okolice). Acha zapomniałem dodać - okolice godziny 22:30 to mniej więcej tak jak u nas 21:30 - jest jeszcze dość jasno, a co dopiero jeszcze bardziej na północ.
wtorek, 12 lipca 2011
INTRO i ODCINEK 1
REŻYSERIA, SCENARIUSZ I BOHATEROWIE:
Agnieszka
Izabela,
Karolina,
Łukasz,
Marcin,
Radosław – gość specjalny – specjalista ds. motoryzacji.
ODCINEK 1
Sobota 09.07.2011
Dzień zaczął i skończył się około godziny 5 nad ranem. Około 6 Łukasz, Radek i Marcin wyruszyli z Gliwic po campera do Rzeszowa. Załatwienie spraw formalnych nie zajęło dużo czasu i przebiegło w miłej atmosferze. Jako że męską sprawą było załatwienie samochodu tak dziewczyny zajęły się zakupami i gwarancją przeżycia przez nas kolejnych trzech tygodni… Około 17 byliśmy z powrotem w Gliwicach (Żernicy). "Trzy niecałe koszyki" jak to określiła Agnieszka – tyle udało się dziewczynom zgromadzić zapasów na wyjazd. Wszystko zajęło bagażnik i do tego jeszcze połowę tylnej kanapy roomstera - ROOMSTERA powtarzam. Dodatkowo jeszcze wielka sterta naszych bagaży - zdawało się, że będziemy mięli wielki problem z zapakowaniem tego wszystkiego do campera. Jesienią zeszłego roku podczas wyboru samochodu zdecydowaliśmy się na krótszą opcję z uwagi na łatwość manewrowania oraz mniejsze wydatki związane z przeprawą promową. I tu niespodzianka – ku naszemu zdziwieniu z wykorzystaniem wszystkich zakamarków i schowków dostępnych w aucie udało nam się wszystko zapakować. No może za wyjątkiem butów, które wylądowały w toalecie bo już nie mieliśmy pomysłu gdzie je wrzucić. No więc ruszamy… Wyjechaliśmy około godziny 20, wybraliśmy „polską” trasę. Gliwice->Legnica->Zielona Góra->Gorzów Wielkopolski->Szczecin. Za kółkiem pojawili się Karolina, Łukasz i Marcin. W Szczecinie byliśmy około 5 nad ranem, jakby nie było to trzeba by choć na chwilę się zdrzemnąć. Łukasz zarządził długość drzemki: 3 godziny 55 minut – miał budzik (telefon) w ręce jako jedyny, więc nie było mocnych.






Agnieszka
Izabela,
Karolina,
Łukasz,
Marcin,
Radosław – gość specjalny – specjalista ds. motoryzacji.
ODCINEK 1
Sobota 09.07.2011
Dzień zaczął i skończył się około godziny 5 nad ranem. Około 6 Łukasz, Radek i Marcin wyruszyli z Gliwic po campera do Rzeszowa. Załatwienie spraw formalnych nie zajęło dużo czasu i przebiegło w miłej atmosferze. Jako że męską sprawą było załatwienie samochodu tak dziewczyny zajęły się zakupami i gwarancją przeżycia przez nas kolejnych trzech tygodni… Około 17 byliśmy z powrotem w Gliwicach (Żernicy). "Trzy niecałe koszyki" jak to określiła Agnieszka – tyle udało się dziewczynom zgromadzić zapasów na wyjazd. Wszystko zajęło bagażnik i do tego jeszcze połowę tylnej kanapy roomstera - ROOMSTERA powtarzam. Dodatkowo jeszcze wielka sterta naszych bagaży - zdawało się, że będziemy mięli wielki problem z zapakowaniem tego wszystkiego do campera. Jesienią zeszłego roku podczas wyboru samochodu zdecydowaliśmy się na krótszą opcję z uwagi na łatwość manewrowania oraz mniejsze wydatki związane z przeprawą promową. I tu niespodzianka – ku naszemu zdziwieniu z wykorzystaniem wszystkich zakamarków i schowków dostępnych w aucie udało nam się wszystko zapakować. No może za wyjątkiem butów, które wylądowały w toalecie bo już nie mieliśmy pomysłu gdzie je wrzucić. No więc ruszamy… Wyjechaliśmy około godziny 20, wybraliśmy „polską” trasę. Gliwice->Legnica->Zielona Góra->Gorzów Wielkopolski->Szczecin. Za kółkiem pojawili się Karolina, Łukasz i Marcin. W Szczecinie byliśmy około 5 nad ranem, jakby nie było to trzeba by choć na chwilę się zdrzemnąć. Łukasz zarządził długość drzemki: 3 godziny 55 minut – miał budzik (telefon) w ręce jako jedyny, więc nie było mocnych.
czwartek, 7 lipca 2011
Odliczanie
I wszystkich powoli łapie stres. I szeroko pojęte 'reisefieber'...
W sobotę wyprawa po nasze łóżko na kółkach i wielkie zakupy.
W sobotę wyprawa po nasze łóżko na kółkach i wielkie zakupy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)